Wystartowaliśmy z Warszawy w piątek wieczorem. Rano w Nowym Targu z przyjemnością stwierdziliśmy, że autobus do Krościenka czekał na spóźniony jakieś 10 minut pociąg ze stolicy.
W Krościenku udało nam się znaleźć jakiś otwarty bar (zważywszy na to, że była sobota rano) – tam dla przyzwoitości kupiliśmy gofry i zabraliśmy się do własnych śniadań, po czym ruszyliśmy czerwonym szlakiem w stronę Przehyby. Pogoda rewelacyjna, zachmurzenie minimalne, mrozik koło -5. Powalający efekt na szlaku tworzą kolorowe liście na sporej warstwie śniegu/szronu z drzew, a poza tym oczywiście niesamowicie oszronione drzewa – piękna synteza jesieni i zimy
. Trzeba uważać na zmrożoną ziemię, która w bardziej nasłonecznionych miejscach nie jest już zmrożona i można się przejechać; poza tym większośc kamieni i korzeni jest pokryta cienką warstwą lodu. Piękny widok na Tatry, Małe Pieniny, Gorce, Beskid Wyspowy.
W schronisku na Przehybie najtańszy nocleg 20zł, wrzątek 20gr/0,5l i uwaga: cukier po 30gr/12g (!). Okazało się, że za 30gr dostaje się trzy torebeczki, z których każda mniej więcej odpowiada łyżeczce
. Rano niespodziankę sprawiła nam umywalka w pokoju, która okazała się nieszczelna, a na dodatek po wylaniu resztki herbaty zaczął się z niej wydobywać nieprzyjemny, delikatnie mówiąc, zapach. Na szczęście akurat się zbieraliśmy do wyjścia.
W niedzielę niebo było już porządnie zachmurzone, ale na szczęście żaden opad atmosferyczny nas nie dopadł. Widoczność na szeroko pojęte okolice całkiem niezła (spod Radziejowej widać było Nowy Sącz), poza tym znów mnóstwo pięknych, jesiennych kolorów. Szliśmy czerwonym szlakiem na Niemcową, potem żółtym do Piwnicznej. Wylądowaliśmy tam stosunkowo wcześnie, na tyle, że spokojnie złapaliśmy Malinowskiego i dzięki tem jedna przespana noc więcej
.
Recent Comments